Miłość usuwa strach

Rozmowa Macieja Kosieca OP z Katolickiej Agencji Informacyjnej, o obchodach 11. Dnia Judaizmu, ze „Strachem” Jana Tomasza Grossa w tle.

[Tekst opublikowany w Serwisie KAI, 16-01-2008]

– 17 stycznia obchodzimy w Polsce już po raz 11. Dzień Judaizmu. Dla przeciętnego polskiego katolika są to organizowane w ramach obchodów imprezy kulturalne, dyskusje, promocje książek, warsztaty, wystawy oraz spotkania. Czy zdaniem Ojca, jako dyrektora katolickiego Centrum Kultury i Dialogu, którego misją jest promocja dialogu między przedstawicielami różnych kultur i religii, te organizowane raz do roku przedsięwzięcia to zadowalająca forma zaangażowania Kościoła w Polsce w dialog z Żydami?

– Jednodniowe obchody zawsze mają sens o tyle, o ile są świętowaniem czegoś, co jest dla nas ważne na co dzień i przez cały rok. Celebrowanie Święta Niepodległości jest bez znaczenia, jeśli w naszym codziennym wysiłku na rzecz dobra wspólnego nie udowadniamy miłości do naszej Ojczyzny. Celebrowanie Wielkanocy jest bez znaczenia, jeśli w codzienności nie oddajemy po trosze naszego życia z miłości, pamiętając, że tylko ten, kto traci swoje życie dla innych, jak Chrystus na Krzyżu, ten może to życie zachować. Podobnie świętowanie Dnia Judaizmu, jakikolwiek by ono przyjęło kształt, ma sens tylko wówczas, gdy na co dzień nasze czyny i słowa świadczą o tym, że postrzegamy Żydów jako Siostry i Braci, dzieci tego samego Boga – Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba, ojców naszej wiary, a jednocześnie ojców Ludu Izraela. Proszę zwrócić uwagę, że mówienie o obchodach Dnia Judaizmu w kategoriach „dialogu z Żydami” ma swoje ograniczenia, jeśli chodzi o wyrażenie sensu tego typu działań. Otóż waga naszego nastawienia do przedstawicieli innych religii czy kultur, nie bierze się wyłącznie z potrzeby pragmatycznego „dogadania się”, żebyśmy się wzajemnie nie „pozjadali”, albo nie wysadzili w powietrze naszego wspólnego domu, który od kilkudziesięciu lat stoi na atomowej „beczce prochu”. Nie chodzi tylko o to, żeby „innych” przekonać do siebie, żeby w końcu, pomimo wzajemnych urazów, zaczęli nas lubić. Dla chrześcijanina pozytywne nastawienie do każdego człowieka, które Chrystus nazywa po prostu miłością, jest nakazem płynącym z wnętrza naszej własnej wiary. Zatem troska o to, żeby nasze serce było wolne od pogardy i nienawiści do „innych”, czy to będą Żydzi, Muzułmanie, Murzyni, Niemcy, Ukraińcy, Rosjanie, czy nasz sąsiad z tej samej klatki schodowej, jest nie tylko troską o jakość „dialogu z” tymi „innymi”, tak jakbyśmy im składali wielkodusznie jakąś daninę, traktując ich choć trochę poważnie. W pierwszym rzędzie chodzi o mój dialog ze samym sobą, o moją własną walkę z pokusą lekceważenia bliźniego, walkę o jakość mojego człowieczeństwa. Bo zalegająca w sercu nienawiść i pogarda do drugiego człowieka jest najgroźniejszą trucizną, która potrafi przemienić moje człowieczeństwo i moją wiarę w karykaturę. Już św. Jan Apostoł pisał: „Jeśliby ktoś mówił, że miłuje Boga, a brata swojego nienawidził jest kłamcą i nie ma w nim prawdy. Kto nienawidzi swojego brata, żyje w ciemności i działa w ciemności, i nie wie, dokąd dąży, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy.” Zatem dokonany na Soborze Watykańskim II krok Kościoła w kierunku bardziej pozytywnego nastawienia do wyznawców innych religii był przede wszystkim dlatego ogromnym osiągnięciem, że uczynił Kościół bardziej przejrzystym świadkiem Chrystusowej miłości do wszystkich ludzi, bo Chrystus oddał życie za wszystkich, a nie tylko za „naszych”. Można powiedzieć, że chrześcijanie otwierając serce na wyznawców innych religii stali się przez to bardziej chrześcijańscy, bo bardziej podobni do Chrystusa w jego stosunku do drugiego człowieka.

– Można się spodziewać, że tegoroczne obchody Dnia Judaizmu będą miały za swe tło gorącą debatę wokół książki Jana Tomasza Grossa pt. „Strach”. Pierwsze reakcje publicystów i historyków na tę książkę mogą nasuwać wątpliwość, czy pomimo tej wielkiej inspiracji jaką była dla Polaków postawa Jana Pawła II względem Żydów, dojrzeliśmy już jako naród do poszukiwania prawdy w relacjach polsko-żydowskich. Czy ta książka może zaszkodzić tym relacjom?

– Gdyby tak się stało to świadczyłoby o naszej słabości, o tym, że „polska dusza”, która dopiero od kilkunastu lat zaznaje zewnętrznej wolności i w atmosferze tej wolności dojrzewa, ma jeszcze przed sobą długą ewolucję. Zauważmy, że w powyższym pytaniu ukryte jest założenie, że zajmuje nam sporo czasu „dojrzewanie” do takiej postawy, aby nie bać się przyjęcia do wiadomości tego, co w naszej historii trudne i wstydliwe, aby potrafić to zaakceptować i przepracować. To założenie, że my, Polacy, jako naród jesteśmy po trosze jak pacjent, który dochodzi do siebie po latach funkcjonowania w bardzo niezdrowych warunkach, wydaje mi się całkowicie trafne. Jako społeczność egzystująca przez niemal dwieście lat w warunkach takiej czy innej politycznej niewoli, w dodatku jako społeczność o strukturze quasi-feudalnej, w którą wpisane było upokorzenie większej części ludności, musielibyśmy być ulepieni z jakiejś szczególnej gliny, żeby z tego doświadczenia wyjść bez uszczerbku dla naszej wewnętrznej wolności i dla naszego własnego obrazu siebie. Nie łudźmy się, że będąc tak licznym narodem, dzięki swoim szczególnym przymiotom takim jak wrodzony heroizm, umiłowanie wolności oraz niczym niepohamowana odwaga, wyszliśmy w swojej masie na drugi brzeg tego czarnego i czerwonego morza niewoli nieskalani, niczym niewinnie cierpiący więzień, który spędziwszy dużą część swego życia za kratami, wychodzi na wolność bardziej jeszcze uszlachetniony, niż był poprzednio.

– Wydaje się, że właśnie z takim, niezbyt samokrytycznym obrazem nas samych wyłoniliśmy się w 1989 roku na tym drugim brzegu „czerwonego morza”. Ale dlaczego ten obraz miałby być szkodliwy i jaki jest jego związek z dyskusją wokół tezy J. T. Grossa, że bezpośrednio po Holokauście, Polacy w swojej masie zdecydowanie nie stanęli na wysokości zadania, jeśli chodzi o swój stosunek do tych żydowskich współobywateli, którzy stanowili cudem ocalała resztę z horrendalnej rzezi, jaką na naszych ziemiach zorganizowali niemieccy naziści?

– Zwróćmy uwagę, że nawet sam Mojżesz, który szedł na czele Ludu Izraela kroczącego z kraju niewoli do ziemi obiecanej, nie został uznany przez Boga za dostatecznie „gotowego” do tego, by w pełni partycypować w budowaniu tego „nowego Izraela”, który jest już w pełni wolny. Obawiam się, że jest pewna analogia między „nowym Izraelem” i „nową Polską”, którą zaledwie kilkanaście lat temu zaczęliśmy budować. Nie budujemy jej wprawdzie od zera, jak Izraelici w Ziemi Kanaan, ale pewne skłonności wyuczone w niewoli mogą się jeszcze przez pewien czas ujawniać w naszych postrzeganiu siebie, innych narodów i w naszych narodowych debatach o nas samych. Możemy być dumni, że najwyraźniej udało się nam już przezwyciężyć pokusę pragnienia powrotu do „kraju niewoli”. Ale nie całkiem chyba jeszcze udało nam się przezwyciężyć drugą pokusę, która stanęła przed Izraelem kroczącym w ciągle niezbyt komfortowych „pustynnych” warunkach do pełnej wolności. To była pokusa odwrócenia się od trudnej ścieżki „życia w prawdzie” wskazanej przez Boga za pośrednictwem Mojżesza i ucieczki w łatwą iluzję, którą symbolizuje złoty cielec, którego Izraelici sobie ulepili wedle swojego upodobania, żeby oddawać mu cześć i uczynić w ten sposób swoje życie łatwiejszym. My, Polacy, mieliśmy niezwykłego Mojżesza, który nas wyprowadził z ziemi niewoli i wskazał drogę jak kroczyć dalej. Myślę, że jednym z najcenniejszych drogowskazów, jakie nam zostawił na drodze do pełnej wewnętrznej wolności była wyrażona w imieniu Kościoła w Roku Jubileuszowym 2000 prośba o przebaczenie, skierowana do wszystkich skrzywdzonych na przestrzeni wieków przez ludzi Kościoła, którzy nie stanęli na wysokości zadania jako ludzie i jako chrześcijanie. Papież nie lękał się nazwać po imieniu zła, które zostało wyrządzone przez tych, którzy byli częścią Kościoła, który on kochał i któremu przewodził. Przepraszał za czyny wyrządzone przez „swoich”. Czynił to z bólem i najwyraźniej w obliczu oporów, które miało wielu tych, którzy wolą trzymać się kurczowo rozumowania wedle którego Kościół jest bez skazy, przez co oni, jako członkowie tego Kościoła mogą poczuć się lepiej. To spektakularne wyznanie grzechów Kościoła to chyba najlepsza wskazówka dla nas, Polaków, jak mamy się odnieść do tego, co w naszej własnej narodowej historii trzeba nazwać po imieniu. Nie wyrzekając się miłości do Ojczyzny musimy przyznać, że były czasy i sytuacje, w których wielu z naszych rodaków na różne sposoby nie stanęło na wysokości zadania jako ludzie i jako chrześcijanie. Taką próbą człowieczeństwa było zajęcie właściwej postawy wobec Zagłady milionów Sióstr i Braci Żydów, którzy byli w dodatku współobywatelami tej samej Ojczyzny, określającymi się zazwyczaj jako „Polacy wyznania mojżeszowego”. Jan Tomasz Gross kładzie w swoim eseju szczególny akcent na wypadki mordów dokonanych przez Polaków na Żydach. Dla mnie osobiście co najmniej równie przejmująca, bo z pewnością znacznie bardziej rozpowszechniona była ta powszechna niechęć okazywana cudem ocalałym z Zagłady żydowskim sąsiadom powracającym w swoje rodzinne strony. A o tego typu postawach słyszałem już w dzieciństwie od własnego ojca. Podobnie jak o innych, opisywanych przez Grossa.

– Jaka powinna być nasza reakcja na tę trudną prawdę?

– Tej prawdzie musimy stawić czoło. Im wcześniej to zrobimy, tym lepiej, bo jedyną alternatywą dla wyznania grzechów, prośby o przebaczenie i próby pojednania – jest brnięcie w iluzję, która zatruwa nasze dusze. Dusza zatruta to dusza zniewolona, słaba, niepewna własnej wartości – i dlatego skazana na brnięcie w iluzję, która przynosi znieczulenie, ale sprawia, że nasze postrzeganie innych ludzi – pełne nieufności i nienawiści – jest jak najdalsze od tego, jak ludzi postrzega Bóg. Jak każdy naród, mamy swoich bohaterów i tych, którzy upadli. Myślę, że pośród tej naszej obecnej, dość chaotycznej i emocjonalnej debaty, powinien dotrzeć do nas głos naszego Mojżesza, Jana Pawła II, który pewnie by powiedział: Nie lękajcie! Nie lękajcie się strachu, który jest strachem przed trudną prawdą o was samych, z którą musicie się zmierzyć, żeby osiągnąć wewnętrzną wolność. Ten strach można przezwyciężyć reagując miłością na nienawiść i gorycz, która wybucha w naszych własnych sercach. Ten strach można przezwyciężyć, jeśli nasz tradycyjny narodowy heroizm wyrazi się tym razem w heroicznym zwycięstwie nad naszą słabością, która nas pcha w ramiona złotego cielca łatwych iluzji. Ten złoty cielec szepce nam dziś do ucha wygodne dla nas słowa pokusy: Ty jesteś czysty, nie masz nic na sumieniu. To „inni” byli wszystkiemu winni. Wszyscy, którzy cię otaczali od Wschodu, Zachodu, Północy i Południa byli wszystkiemu winni. Ty jeden zawsze pozostałeś nieskazitelną ofiarą. Nie masz sobie nic do zarzucenia. Nie masz w swojej historii niczego, za co miałbyś przepraszać i co miałoby cię zawstydzać. Nie musisz w sobie niczego zmieniać. Jesteś wspaniały. Mniej więcej tak wspaniały, jak ci twoi współtowarzyszenie niewoli, którzy po dziś dzień bez wahania przychodzą co roku na Plac Czerwony z portretami Stalina, żeby wyrazić swoją tęsknotę do czasów, kiedy nic nie mąciło ich dobrego samopoczucia i nikt się nie ważył sugerować, że nie jest człowiekiem w pełni wolnym.

– Z całą pewnością debata nad książką J.T. Grossa, nawet gdyby to była debata bardzo udana, nie sprawi, że nazajutrz po jej zakończeniu zniknie całkowicie problem niechęci do Żydów w polskim społeczeństwie. W jakim kierunku powinny iść nasze wysiłki w tej dziedzinie? Jakie inicjatywy zamierza podejmować kierowane przez Ojca krakowskie Centrum Kultury i Dialogu?

– Tendencja do tego, żeby innych ludzi traktować z pogardą z całą pewnością nie zniknie, bo raczej nie należy się spodziewać zaniku egoizmu i wszelkich jego przejawów. Psycholog pewnie by dorzucił, że im ktoś bardziej niepewny swojej wartości i pełen lęków i kompleksów, tym bardziej skłonny do takiego wykrzywionego postrzegania innych, żeby siebie dowartościować i nieco podnieść na duchu. Tego mechanizmu postęp cywilizacyjny też chyba nie usunie. Duże nadzieje można wiązać ze zmieniającą się jednak bardzo znacząco relacją między religiami. Znam osobiście rabinów bardzo pozytywnie nastawionych do chrześcijaństwa czy islamu. Tak samo jak muzułmanów o sercach i umysłach szeroko otwartych na wyznawców innych religii. Polska była przez wieki państwem wielonarodowym i wielowyznaniowym, jednym z najbardziej tolerancyjnych w Europie. Zjawiska nietolerancji na tle religijnym czy etnicznym, takie jak antysemityzm, są w Polsce anomalią, a nie tradycją narodową. Można je powiązać ze wspomnianym przeze mnie procesem zniewalania umysłów w sytuacji braku zewnętrznej wolności. Oczywiście, nie zamierzam zaprzeczać, że antysemityzm znajdował też pożywkę w pewnej postaci religii – jakby ją nazwał ks. Tischner – religii schorowanej wyobraźni, która nie jest niczym innym jak religią ukształtowaną w sytuacją zniewolenia. Sądzę, że ta postać religii przejdzie do lamusa historii tak samo, jak inne wyuczone odruchy tych, którzy całkiem niedawno wyruszyli z Egiptu. Gołym okiem widać, że coraz mniej jest tych, którzy do tej „starej Polski” chcieliby powrócić. „Nowa Polska” będzie inna, bo ukształtowana w sytuacji wolności i przy znacznie mniejszym bagażu kompleksów.

W naszym Centrum też stawiamy na „nową Polskę”, to znaczy na ludzi młodych, na tych, którzy kraju niewoli już nie pamiętają. Nawet sam Pan Bóg przyjął taką strategię, gdy chodziło o zabudowanie ziemi obiecanej. W bieżącej działalności koncentrujemy się na dotarciu przede wszystkim do studentów z opartą na chrześcijańskim fundamencie zachętą do postawy dialogu i szacunku wobec przedstawicieli innych religii i kultur. Dotychczas organizowaliśmy debaty, sympozja i warsztaty wyłącznie dla studentów z uczelni krakowskich, ale wiosną rozpoczynamy cykl wyjazdowych spotkań organizowanych pod szyldem CKiD w Warszawie i kilku innych dużych miastach uniwersyteckich. Oprócz debat CKiD oddziałuje poprzez serie publikacji książkowych, witryna www.CKiD.pl, a może nde wszystko przez działalność publicystyczną członków Zespołu CKiD, złożonego z kilkunastu akademików zabierających głos w publicznych debatach w charakterze ekspertów. Centrum Kultury i Dialogu jest rodzajem katolickiego think tanka, którego podstawową misją jest refleksja i wypracowywanie odpowiednich programów w odpowiedzi na konkretne wyzwania. Ostatnio rozszerzyliśmy naszą działalność na szkoły średnie w mniejszych miejscowościach o silnych żydowskich tradycjach i czynimy wysiłki, aby w takich miejscach, gdy władze lokalne i nauczyciele wyrażą zainteresowanie, wesprzeć powstanie młodzieżowego Koła Zainteresowań Kulturą Żydowską. Modelowy przykład takiego koła powstaje właśnie w Leżajsku, przy imponującym wielokulturowym Muzeum Ziemi Leżajskiej. Pracę nad powołaniem do życia takiego koła rozpoczęliśmy dwudniowymi warsztatami, w których udział wziął rabin, ksiądz, Ocalały z Holokaustu oraz młodzi Żydzi z Polski i Izraela oraz młodzi Polacy zaangażowani w dialog polsko-żydowski i zainteresowani kulturą żydowską. Powstanie takiego młodzieżowego koła w Leżajsku jest szczególnie pożądane, gdyż Leżajsk jest dziś najczęściej odwiedzanym w Europie chasydzkim centrum pielgrzymkowym. Prócz pobożnych Żydów, wyznawców cadyka Elimelecha z Leżajska, do tego pięknego miasta przyjeżdża coraz więcej młodych Żydów z całego świata. Funkcjonujące przez cały rok Koło Zainteresowań Kulturą Żydowską pomoże miejscowej młodzieży „przygotować się” na spotkania z młodzieżą żydowską, które nie tylko pozwolą okazać tradycyjną polską gościnność, ale też ubogacą życie i otworzą horyzonty myślowe naszej młodzieży. Leżajsk to dobry przykład, za którym – mam nadzieje – podążą inne miejscowości o bogatej żydowskiej tradycji.

Nasi partnerzy